Autor: m.stuch@...

2016-11-18, Aktualizacja: 2016-12-07 12:19

Pytlakowski: Nie jestem dla gangsterów księdzem

- Najlepsze jest założenie, że gangsterzy nie mówią prawdy, tylko przedstawiają ją w swoim świetle. Czasem wierzę w jakieś szczegóły, ale i tak zawsze weryfikuję to, co usłyszałem w innych miejscach i źródłach - mówi dziennikarz Piotr Pytlakowski, autor wielu książek o polskiej mafii. Niedawno na rynku ukazała się "Królowa mafii", wspomnienia żony gangstera "Słowika", która po wyjściu z więzienia postanowiła przerwać milczenie.

Piotr Pytlakowski to dziennikarz i scenarzysta. Pracował m.in. w „Nowej Wsi”, „Przeglądzie Tygodniowym”, „Gazecie Wyborczej”, „Życiu Warszawy”, „Życiu”, a od 1997 związany jest z tygodnikiem „Polityka”, gdzie zajmuje się dziennikarstwem śledczym i problematyką kryminalną. Laureat nagrody Grand Press w kategorii „dziennikarstwo śledcze” w 1999. Scenarzysta m.in. filmów "Świadek koronny" (2007) , "Odwróceni" (z Arturem Kowalewskim, 2007), "Zbrodnie, które wstrząsnęły Polską" (2012). Autor książek „Alfabet mafii" (2004) i „Nowy alfabet mafii” (z Ewą Ornacką), w których rozmawiał z kluczowymi postaciami polskiego półświatka. W książce "Mój agent Masa" (z Piotrem Wróblem, 2015) wyjaśniał dlaczego gangster Jarosław Sokołowski nigdy nie powinien dostać statusu świadka koronnego, a w „Królowej mafii” (2016) opisał życie Moniki Banasiak, żony "Słowika", niegdyś najważniejszej kobiety w gangu pruszkowskim.


Napisał Pan wiele książek o mafii, zdradził wiele szczegółów tzw. półświatka. Nazywają Pana dziennikarzem mafii?

Każdego, kto by mnie tak nazwał, natychmiast podam do sądu. Oczywiście podobno są takie przypadki.
Mafiosi czasem chwalą się, że mają swoich dziennikarzy, którzy piszą na ich zlecenie. Ale myślę, ze w większości są to przechwałki. Każdy, kto pisałby cokolwiek na zlecenie mafii, nie jest już dziennikarzem, ale sekretarzem tej organizacji.






Dlaczego gangsterzy dzwonią właśnie do Pana?

Nie mam pojęcia. Zazwyczaj to ja wybieram gangsterów, o których chcę napisać. Ale często jest też i tak, że gangsterzy, mając jakiś problem, np. chcąc wyjaśnić coś, co już wcześniej zostało napisane, czy chcąc dodać coś w ich pojęciu istotnego, szukają ze mną kontaktu. Wiedzą, że pracuję w "Polityce". Nawet jak nie znają mojego telefonu na biurko, to dzwonią przez recepcję, a ten numer jest ogólnie znany. I rozmawiam z nimi. Wykorzystuję na potrzeby książek to, co mówią.

Wierzy im Pan?

Najlepsze jest założenie, że nie mówią prawdy, ale przedstawiają ją w swoim świetle. Czasem wierzę w jakieś szczegóły, ale i tak zawsze weryfikuję to, co usłyszałem w innych miejscach i źródłach. Zazwyczaj tych źródeł jest tyle, że nie ma z tym problemu. Zawsze należy sprawdzać takie rzeczy. Porównuję więc opowieści usłyszane z innymi opowieściami, sprawdzam zeznania. Dopytuję świadków. Szukam informacji w aktach spraw.

Gangsterzy naprawdę chcą opowiadać o przestępstwach, jakie popełniali?

Zawsze chcą coś na tym ugrać. Są tacy, którzy chcieliby coś wyjaśnić, dopowiedzieć – jak wcześniej mówiłem. To przypadek chociażby Leszka Danielaka - "Wańki". W książce „Polska mafia” z zeznań Jarosława Sokołowskiego - "Masy" wynika, że donosił on na kolegów i przez to ktoś poszedł siedzieć. "Wańka" chciał to sprostować. Unikał mediów, ale zgodził się porozmawiać ze mną. Wywiad z nim powstał po to, żeby "Wańka" mógł powiedzieć, iż nigdy nikogo nie zakapował. Potwierdził to zresztą człowiek, którego – według "Masy" - miał zakapować. Są też i tacy, którzy swoimi opowieściami chcą np. skompromitować konkurencję.
Jednak w większości przypadków gangsterzy chcą na tych swoich opowieściach zarobić. Np. bohaterka „Królowej mafii” nie ukrywała, że jest jej to potrzebne. Wyszła z więzienia goła i wesoła. Nie miała niczego i pieniądze były jej potrzebne. Zgodziła się więc udzielić mi wywiadu, żeby dorobić. A poza tym wyjaśnić swoje wybory, dlaczego postąpiła tak a nie inaczej.



© archiwum własne Miniki Banasiak/ wyd. Rebis

Żona "Słowika", bohaterka "Królowej mafii". Zdjęcie z jej archiwum

Z książki „Królowa mafii” wynika jednak, że tytuł królowej był trochę mylący. Monika Banasiak nie była przecież szefową gangsterów.

Nie była. Ale tytułu użyłem w znaczeniu "żona króla". Bo przecież Monika była żoną Andrzeja Banasiaka - "Słowika", gangstera o dużym znaczeniu, prawdziwego króla gangsterów z Pruszkowa. Stąd w tytule "królowa".

Jeden z portali internetowych zorganizował niedawno coś na kształt czatu z "Masą". Wywołało to wielkie oburzenie internautów, że tak gloryfikuje się tego człowieka. Co Pan na to?

Taki jest niestety czasem koszt wchodzenia w tę materię, czyli sprawy związane z gangsterami. Jedni się oburzają na to, co i jak się o nich pisze, ale wiadomo, że temat się znakomicie sprzedaje. To są czasem gigantyczne pieniądze. Ludzie oglądają i czytają.

Gangsterzy też czytają?

Jeżeli pisze się o nich, to na pewno tak.

"Masa" czyta?

Tak. "Masa" to w ogóle nowy gatunek gangstera w naszej rzeczywistości. Jest teraz celebrytą. Udziela wywiadów, porad, występuje jako ekspert. Może żyć jak celebryta, bo dzięki instytucji świadka koronnego zachował majątek, uzyskany wiadomo jakimi metodami. Teraz nie jest to możliwe, ale wtedy było. Moim zdaniem nigdy nie powinno się to zdarzyć, by gangster mógł zachować zdobyty podczas swojej kariery majątek. To przecież pieniądze z przestępstw.


© archiwum własne Miniki Banasiak/ wyd. Rebis

Żona "Słowika". Zdjęcie z jej archiwum

Wspomniał Pan, jakie są motywy gangsterów, którzy decydują się rozmawiać z dziennikarzami. Nie sądzi Pan, że niektórzy mogą czuć wyrzuty sumienia?

Nawet jeżeli tak jest, to takich przypadków jest bardzo mało.
Gangster zazwyczaj nie czuje wyrzutów sumienia, nie sądzi, że kogoś skrzywdził. Uważa, ze dobrze postąpił i na wszystko patrzy ze swojej perspektywy. Najczęściej na rozmowę decydują się gangsterzy, którzy zyskali status świadków koronnych, więc czują się bezkarni. Bez problemu więc opowiadają o swoich dokonaniach.


Ale niektórzy zmieniają swoje postępowanie, prowadzą już potem legalne interesy.

I w takich przypadkach nie ma czegoś takiego jak wyrzuty sumienia. Gangsterzy, jeżeli przechodzą na tzw. legal, to nie dlatego, że się nawrócili, ale dlatego, że chcą żyć spokojnie. Robią to, co wykalkulowali, czasem na potrzeby konkurencji. Robią tak z różnych pobudek. Czasem jest to wpływ kobiety. "Masa" na przykład mówił, że żona go często molestowała, żeby coś zmienił. I że zrobił to pod jej wpływem.

Tak było?

Myślę, że nie. "Masa" bał się śmiertelnie i dlatego postanowił zmienić swoje życie. Przedstawił prawdę na swój sposób upiększoną.

Kobiety gangsterów mają na nich wpływ, jak to sugerował "Masa"?

Niekiedy. Poznałem w tym środowisku wiele niezwykłych kobiet. Jak chociażby Jolantę, żonę Henryka Niewiadomskiego - "Dziada", bossa gangu wołomińskiego, która silną ręką zarządzała domem. Niektóre z tych kobiet gangsterów były mądre. Pojawiały się też piękne uczestniczki konkursów o tytuły miss, jak chociażby Małgorzata, żona Wojciecha Kiełbińskiego - "Kiełbasy" z gangu pruszkowskiego, była wicemiss Mazowsza w konkursie Miss Polonia. Niektóre z tych kobiet miały wpływ na swoich mężów i partnerów.



© wyd. Rebis

Piotr Pytlakowski


To jednak trochę dziwne, że gangsterzy zwierzali się z takich - w ich pojęciu wstydliwych rzeczy - jak słuchanie żony.

Gangsterzy lubią być słuchani. A te zwierzenia to była tylko jedna z metod prowadzących do celu. Coś chcieli osiągnąć. Prawdziwy worek ze zwierzeniami gangsterów rozwiązał się, gdy wydałem „Alfabet mafii”. No, ale stałem się wtedy bardzo popularny, występowałem w telewizji.

Dlaczego mafiozi tak chętnie się Panu zwierzają?

Bo ja ich nie oceniam. Nie zastępuję sądu. Pytam ich o to, co chcę wiedzieć i słucham odpowiedzi. Nie namawiam do odpowiedzi na konkretne pytania. Jeżeli ktoś nie chce mówić, to po prostu nie mówi. Nie naciskam. Gangsterzy mają świadomość, że nie nastawiam się mentorsko, nie równam ich do pionu. Nie jestem dla nich księdzem. Ocenę pozostawiam czytelnikom.

Co radzi Pan dziennikarzom, którzy chcieliby porozmawiać z gangsterami?

Słuchać, nie oceniać. Nie moralizować. Pytać, ale nie naciskać.

Ma Pan w planach kolejny projekt o mafii?

Aktualnie, razem z Arturem Kowalewskim, scenarzystą serialu o mafii pt. „Odwróceni”, realizuję projekt filmowy na zlecenie. Rzecz też będzie o gangsterach.

Rozmawiała Małgorzata Stuch
Zdjęcie główne: materiały prasowe wyd. Rebis

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w Polityce Prywatności. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!